. . .

Polskie tartaki uratuje elastyczność produkcji

Rozmowa z Jerzym Balutą, technologiem drewna, współwłaścicielem firmy eksportowej Fenix-Metal.

Sytuacja na rynkach zagranicznych zaczyna się komplikować. wyroby tartaczne z Polski, które kilkanaście lat temu z powodzeniem sprzedawały się w Europie Zachodniej, z coraz większym trudem wygrywają walkę konkurencyjną. Nie produkujemy już ani taniej, ani szybciej, ani lepiej. W czym jeszcze możemy pokonać konkurentów?

pd 4 - str 30

Jerzy Baluta: Niemal cała Europa poszła w kierunku standaryzacji produkcji tartacznej. Do tego doszło zjawisko kłodowania jako formy dostarczania surowca do tartaków np. w Skandynawii czy Niemczech. Niestety to rodzi określone skutki. Europejskie zakłady produkują masowo, ale mniej wydajnie materiałowo, i do tego są ograniczone długościami uzyskiwanej tarcicy. W Polsce, choć promocja kłodowania jest dość silna, musimy pamiętać, że fakt, iż na plac surowca trafiają jeszcze dłużyce, i że sami możemy je manipulować do konkretnych długości, daje nam zarówno atut efektywniejszego wykorzystania drewna, jak i większej elastyczności w oferowanych długościach tarcicy. Jedno z zamówień, które realizuje nasza firma dla dużego zagranicznego odbiorcy, zdobyliśmy właśnie dlatego, że możemy zaoferować długość 2630, gdy wszyscy inni mają 2700 mm.

Mnożąc te kilka centymetrów o masę wychodzi spora różnica w cenie. Czy cena drewna z Polski wciąż jest atrakcyjna?
Jerzy Baluta: W tarcicy standardowej, suszonej praktycznie nie mamy szans. Na przykład Belgowie kupują tarcicę suchą w cenie loco 180?190 euro. Jeśli odliczyć od tego koszty transportu wynoszące około 30 EUR/m3, zwyczajowe skonto 2% to cena ex works w tartaku wynosi niecałe 150 EUR/m3, to jest około 620 zł/m3. Przy aktualnych cenach drewna ta cena powinna być na poziomie około 720?740 zł/m3.

Fenix-Metal, bo pod taką, nieco mylącą nazwą, od ponad 25 lat wysyłacie Państwo wyroby drzewne do Europy, współpracuje z kilkunastoma polskimi zakładami drzewnymi. Jak przez ten czas zmienił się asortyment sprzedawanego za granicę drewna?
Jerzy Baluta: 25 lat temu w Polsce funkcjonowały państwowe przedsiębiorstwa przemysłu drzewnego.
Współpracowaliśmy w tym czasie z województwami: gdańskim, słupskim, koszalińskim, białostockim, pilskim
i opolskim. Z wieloma tartakami, które wówczas wchodziły w ich skład, a dziś należą do prywatnych spółek, wciąż współpracujemy i eksportujemy ich produkty. W naszej siedzibie nadal mamy rejestr wysyłek eksportowych prowadzony od początku naszej działalności, gdzie w rubryce ?towar? większość stanowią mokre elementy palet, i ogólnie królowała tarcica mokra, a dziś takiego towaru w ogóle się już nie eksportuje. Potencjał suszarniany polskich zakładów był wówczas nawet 20-krotnie mniejszy niż obecnie. Także koszty transportu nie były tak istotne jak teraz, dlatego wożenie mokrej tarcicy np. do Berlina było opłacalne i zbyt mieliśmy zapewniony. W latach 90. eksportowaliśmy dużo suchej tarcicy świerkowej. Wtedy nasze ceny na standardowe wymiary tarcicy świerkowej były konkurencyjne. Z czasem naszym głównym produktem eksportowym stał się szeroko rozumiany program ogrodowy bazujący na impregnowanej tarcicy sosnowej i suchej tarcicy modrzewiowej.

Cały artykuł przeczytasz w: Przemysł Drzewny nr 4/2015