Na polskich europaletach po całym świecie transportowane są szczepionki na COVID-19

Na polskich paletach wożone są szczepionki na COVID-19 po całym świecie. Opóźnienia w ich dostawach to także problem z możliwościami produkcji odpowiedniej ilości palet, bo brakuje nam drewna. Czy w rozwiązanie tego palącego, strategicznego w walce z pandemią problemu nie powinien włączyć się również rząd? – pytamy Romana Malickiego – Prezesa Polskiego Komitetu Narodowego EPAL, największego poolu paletowego w Polsce.

– PRZEMYSŁ DRZEWNY:
Trudno uwierzyć, że drewniana europaleta ma już 60 lat i niemal w niezmiennej formie nadal z powodzeniem funkcjonuje na rynku. Zazwyczaj cykl życia produktu nie jest tak długi, bo szybko wypiera ją produkt konkurencyjny,
ulepszony, bardziej zaawansowany technicznie?

– ROMAN MALICKI:
Europaleta jako produkt standaryzowany europejskimi normami ma oficjalnie 60 lat, ale płaski nośnik z drewna był stosowany już od wielu wieków. Jego standaryzacja w XX w., dokładne dopasowanie do potrzeb logistyki np. kontenerów kolejowych, konstrukcji wózka paletowego i jednocześnie dbanie o jakość i wytrzymałość przez producentów tego wyrobu to czynniki, które moim zdaniem zadecydowały o sukcesie europalety. W ciągu tych 60 lat pojawiały się przecież inne produkty paletowe z papieru, plastiku i metalu, ale żadnemu nie udało się, i myślę, że
nie uda, wyprzeć palety drewnianej.
Ona ma przed sobą dalszą świetlaną przyszłość, właśnie dlatego, że jest wykonana z naturalnego, odnawialnego surowca, na który stawia zielona gospodarka. I wbrew pozorom europaleta nie jest produktem prostym, zbitym z kilku desek. O jego wartości stanowi cały serwis, obsługa, dodatkowe korzyści, jakie daje certyfikacja czy projekt inteligentnej palety z kodem QR.

Kiedy rok temu światowa gospodarka ze względu na pandemię niemal z dnia na dzień zatrzymała tiry na granicach i wstrzymała światowy handel, można było sądzić, że dla branży paletowej to początek zapaści, tymczasem polskie europalety są jednym z najbardziej pożądanych obecnie wyrobów eksportowych.

Pierwsze półrocze 2020 r. było naprawdę trudne. Już początek roku i znaczny wzrost cen drewna zapowiadał poważne kłopoty branży paletowej, dla której aż 70-75% kosztów wytworzenia stanowi surowiec drzewny. Potem
pojawiła się informacja o pandemii, w tym także czynniki psychologiczne dotyczące niepewnej przyszłości: czy
trzeba będzie zatrzymać produkcję, odesłać pracowników do domów?
Trzeba było to wszystko przeorganizować w firmach. I myślę, że PKN EPAL spełnił tu też ważną rolę organizacji
branżowej, która nie tylko czuwa nad rynkiem europalet i jakością produkcji, ale też pełni rolę stowarzyszenia, w którym wymieniamy się wiedzą, radzimy się nawzajem, dlatego nasi członkowie mieli do kogo się zwrócić w tym trudnym czasie i po prostu porozmawiać.

Na licencji EPAL działa obecnie kilkaset firm w Polsce. Wiele z nich jest związanych z produkcją europalet od samego początku waszej organizacji, która w tym roku obchodzi 30-lecie.

To są często długoletnie przyjaźnie, choć przecież jesteśmy też konkurentami, a o samym biurze EPAL w Inowrocławiu można powiedzieć, że jest bardzo wymagającym ojcem, który musi nadzorować, pilnować, przyjeżdżać do tych przyjaciół z niezapowiedzianą kontrolą. Jest to zatem z jednej strony przyjaźń, ale oparta na pewnym ograniczonym zaufaniu, bo na pierwszym miejscu w PKN EPAL jest dbanie o jakość i przestrzeganie zasad. Żadnych odstępstw od jakości drewna, od wartości suszenia, od ilości gwoździ czy wytrzymałości wsporników. Dobrze wiemy, że to na tym zbudowaliśmy na całym świecie zaufanie do europalet EPAL. Dlatego każdy członek musi się liczyć z tym, że licencja EPAL to poważne zobowiązanie.
Wystarczy jeden nieuczciwy gracz i zła opinia odbije się na całym rynku. Tak właśnie poległo wiele organizacji, które chciały działać na zasadach podobnych do naszego systemu paletowego.

Główna siedziba EPAL mieści się w Niemczech. To także kraj, który jest największym producentem palet z logo EPAL na wsporniku. Ale Polska plasuje się tuż za Niemcami. Czy nasza reprezentacja ma silny głos w szeregach organizacji?

Obecnie tak. Myślę, że jesteśmy bardzo ważnym członkiem światowego EPAL, który ma wpływ na to, w którym kierunku zmierza cała organizacja. Ale nie zawsze tak było. Proszę sobie wyobrazić, że 30 lat temu polscy producenci palet, jeszcze jako Polskie Stowarzyszenie Producentów Europalet, byli w sporze z niemieckimi producentami palet. Zostaliśmy oskarżeni o działania dumpingowe. Wówczas spór oparł się o rozmowy na szczeblu rządowym, a przedstawiciele naszych władz zapytani, czy są gotowi współpracować w zakresie kontroli, stwierdzili, że nie mają takich możliwości. Wówczas, aby udowodnić, że oskarżenia są bezzasadne i bronić naszych racji, to my postanowiliśmy wykazać gotowość do poddania się takiej kontroli. Od tamtego czasu staliśmy się dla Niemców partnerem do rozmów, poznaliśmy zasady EPAL i zaczęliśmy je wdrażać także w Polsce. Powoli zdobywaliśmy swoją pracą pozycję ważnego członka cieszącego się dużym zaufaniem w strukturach EPAL, mimo że zaczynaliśmy od zera. Czekaliśmy wtedy na wejście do Unii Europejskiej, bo zapewniano nas, że będzie to oznaczało, że jako NGO staniemy się również
partnerem dla struktur rządowych, które będą wsłuchiwać się w nasze problemy jako branży. Tak jest w Niemczech, ale
niestety nie w Polsce. To przykre, bo my dziś jesteśmy drugą potęgą paletową w Europie, ale sami musieliśmy to wywalczyć, bez pomocy ze strony ministerstw odpowiedzialnych za gospodarkę czy leśnictwo. Sami na to zapracowaliśmy. To była naprawdę bardzo żmudna praca.

Rząd niemiecki był bardziej restrykcyjny w sprawie koronawirusa i wielu tamtejszych producentów desek
paletowych i samych palet znacznie ograniczyło produkcję, a nawet zamykało czasowo zakłady.
To spowodowało zakłócenia na rynku. Produkcja w Niemczech spadła, a u nas cały czas rośnie?

Rynkowi niemieckiemu nie tyle zaszkodził tak bardzo koronawirus, jak polityka eksportu surowca w postaci kłód,
pryzm i kantówek. Tartaki preferują sprzedaż drewna konstrukcyjnego, które osiąga rekordowe ceny. Zakłady paletowe mają problem z dostępnością surowca. Stąd coraz większe zainteresowanie paletami z Polski, a u nas także czas oczekiwania się wydłuża. My też mamy problem z niedoborem surowca, który nasz rząd pozwala eksportować, czego nie robi już nawet Rosja czy Ukraina. Szkoda, bo obecnie moglibyśmy produkować znacznie więcej europalet. Mamy
do tego potencjał, bo w ostatnich latach zainwestowaliśmy miliony w nowoczesne zautomatyzowane
linie produkcyjne. Bez problemu w takich zakładach stosuje się reżim sanitarny – operator linii czy operator
wózka pracują w kabinach, resztę wykonują maszyny.

Może producenci palet muszą zacząć sadzić własne lasy?

Już to robimy od wielu lat. Co roku organizujemy akcję sadzenia lasów, żeby pokazać, jak ważna jest dla nas akcja zalesiania.
My nie oczekujemy od leśników tylko tego, by więcej drewna pozyskiwali. My ich również zachęcamy, by więcej lasów w Polsce sadzili. Dostają od nas na to pieniądze. Wystarczy wyliczyć, że sektor paletowy zużywa około 4,5 mln m3 drewna w postaci elementów, czyli ok. 9 mln m3 drewna okrągłego. Mnożąc to przez średnią cenę za drewno podaną przez GUS – 196,84 zł – oznacza to, że lasy otrzymują od nas ok. 1,8 mld zł rocznie na dalsze funkcjonowanie, w tym
mamy nadzieję w dużej mierze na zalesianie i gospodarowanie lasami tak, by tego drewna nie brakowało polskim firmom. Do produkcji palet wykorzystujemy głównie papierówkę i drewno małowymiarowe, czasem także z cięć przygodnych, deprecjonowane, które według wielu nadaje się tylko do spalania jako biomasa, a my je potrafimy obrobić i wykorzystać do produkcji najbardziej obecnie pożądanego, licencjonowanego wyrobu logistycznego! To na naszych paletach rozprowadzane są po świecie szczepionki na COVID-19.


Dziękuję za rozmowę.

https://przemysldrzewny.eu/index.php/produkt/przemysl-drzewny-nr-1-2021-wydanie-elektroniczne-kopia/