Magnes megatartaków

Co się stało w Polsce, że w ciągu zaledwie kilku lat powstało (lub wkrótce zostanie uruchomionych) sześć megatartaków o możliwości przetarcia ponad 300 000 m3 drewna każdy? Jeszcze 10 lat temu takim wynikiem mógł się poszczycić tylko Tartak Olczyk.

Mapę Polski coraz gęściej zapełniają megazakłady tartaczne. Kiedy w 2007 roku otwierano potężny zakład w Wielbarku, nie cichły dyskusje. Wydawało się wówczas, że ten kolos należący do szwedzkiego potentata to ewenement w skali polskiego tartacznictwa. Możliwość przetarcia 300 000 m3 drewna okrągłego przy zatrudnieniu wynoszącym zaledwie 80 osób budziła wiele kontrowersji. Zakładana produkcja 150 000 m3 deski na zautomatyzowanej linii Söderhamn Eriksson dawała w przeliczeniu zaledwie 50-procentową wydajność materiałową. Z tego samego drewna ? argumentowano ? kilkadziesiąt mniejszych tartaków wyprodukowałoby znacznie więcej wartościowych produktów, dając przy tym pracę nawet trzykrotnie większej liczbie mieszkańców niewielkich mazurskich miasteczek, gdzie stopa bezrobocia sięgała wówczas blisko 20%. Tartak witano jednak z wielką pompą, przecięciem wstęgi przez politycznych notabli i obietnicami wsparcia infrastrukturalnego i surowcowego. Dziś Wielbark nie jest już postrachem, ale raczej mniejszym, nieco starszym bratem innych realizowanych w Polsce inwestycji megatartaków. W najprostszy sposób, choć nie do końca właściwy, można by je podzielić na zrealizowane przy udziale kapitału polskiego i zagranicznego, zwracając jednak uwagę również na te budowane w strefach ekonomicznych i te realizowane w ramach rozbudowy istniejącej infrastruktury wpisanej w wielowiekową tradycję przemysłu drzewnego w danym regionie.

pd 4 - str 21

Bez strefy się nie uda?
Pomysł na taki organiczny rozwój w ramach tartaku w Kaliskach miała  firma   Kaszub.   Ściągnięta z zagranicy używana linia tartaczna miała osiągać moc przerobową ponad 350 000 m3, czego jednak do  dziś  nie  udało  się  uzyskać, a jadąc trasą przez Kaszuby można w okolicy tartaku przejechać przy otwartych oknach w samochodzie, bo zamiast odgłosu pracy pił,  słychać tylko kojący śpiew ptaków.

Cały artykuł przeczytasz w: Przemysł Drzewny nr 4/2015